WYZWANIE LATO – 21 dni przed urlopem ;)

Wciskając (dosłownie) spódniczkę w którą jakoś nie mogłam się zmieścić, zdałam sobie sprawę, że trochę mi ostatnio przybyło w pasie. Oświeciło mnie przy tej okazji, że za niecały miesiąc wyjeżdżam na wakacje, gdzie między innymi będę rozkoszować się wschodami i zachodami słońca na plaży… I w tym momencie zauważyłam, że nie chciałabym, żeby towarzyszyło mi mieć to co teraz mam w pasie 😱 Mimo, że przeważnie dbam o to co jem oraz stosuję post przerywany, ale chyba potrzeba tu jeszcze czegoś więcej 🤔.
Podjęłam decyzję, że podejmuję wyznanie 21 dni, które ma na celu pozbycie się w tym czasie oponki, która mi się nie podoba.
Czy wytrwam? Czy mi się to uda? Jaki będzie efekt? Nie wiem, ale na pewno się dowiem. Oprócz tego postanowiłam podzielić się wszystkimi działaniami jakie podejmę w tym kierunku dzień po dniu i oczywiście wynikiem końcowym tego żywego eksperymentu. Może komuś się przyda 😉
Dla zdrowia od kilku miesięcy staram się stosować post przerywany Intermittent Fasting (IF) 8/16 z okienkiem żywieniowym między 10:00-18:00 z wyjątkami na uroczystości rodzinne. Ponadto najczęściej wybieram posiłki z diety nisko-węglowodanowej (KETO, LOW CARB) oraz sporo warzyw. W tym wyzwaniu planuję zastosować naprzemienną dietę, tzn. jeden dzień „normalny”, jem to na co mam ochotę, jeden dzień „lekki”, bardziej postny. Nie liczę kalorii bo nie lubię. Wolę być uważna i obserwować swoje samopoczucie.
Stałym punktem mojego odżywiania są 2 szklanki wody ze szczyptą soli wypite z rana, herbatka (codziennie piję inną w zależności na jaką mam danego dnia ochotę) i woda z cytryną, miętą lub sama w międzyczasie.
DZIEŃ 1# LEKKI
Waga: 55,65 kg -> moja normalna waga to kiedyś 52 kg 😉, ale postanawiam, że 54kg to cel jaki sobie stawiam (bo za dużo czasu nie ma, a cel na być realny oraz waga nie jest dla mnie priorytetem)
Obwód w pasie: 84 cm -> Cel: 80 cm…
1: Na pobudkę wykonałam łagodne ćwiczenia ok. 10 min na leżąco, które wpadły mi przypadkiem na YT. Nawet fajnie się po nich czułam, więc polecam.
2: 12:30 Pożywne ŚNIADANIE (Dziś dość późno wyszło, za zwyczaj jem między 11:30-12:30. Ale to nawet lepiej po wczorajszej rodzinnej, niedzielnej rozpuście.)

Po szybkim zerknięciu do lodówki na talerzu znalazły się:
+ sałatka z awokado, którą pierwszy raz robiłam i już wiem, że zostaje ze mną na stałe w menu, bo bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła
+ kawałek wędzonego Halibuta, który został z weekendu
+ na deser czereśnie, które zjadłam dopiero trochę później, bo już czułam się syto.
3: Ok. 15:30 zjadłam garść świeżych malin (uwielbiam taką przekąskę) i wypiłam małą słabą kawę z mlekiem (wiem, że niektórzy zalecają bez, ale cóż, na razie tutaj robię sobie ulgę, bo taką lubię, jak przyjdzie na to czas, to pewnie to zmienię, ale nie wszystko na raz). Zazwyczaj kawę piję do 14:00, ale dziś taki dzień, że wszystko mi się opóźniło.

4: 17:40 OBIAD -> dziś zestaw nietypowy jajko sadzone przyprawione solą, pieprzem i kurkumą oraz posypane świeżym szczypiorkiem. Do tego świeży, gotowany, bób (moja porcja wyszła 300g po ugotowaniu), lekko solony solą kłodawską.
DZIEŃ 2# NORMALNY
1: Łagodne ćwiczenia ok. 10 min na leżąco, powtórka z wczoraj.
2: 11:00 PRZEDŚNIADANIE, czyli truskawki z jogurtem naturalnym bez dodawania cukru. Trudno mi było się przemóc i uwierzyć, że nie trzeba dodawać cukru do tego deseru (przyzwyczajenia z dzieciństwa), ale odważyłam się i i po eksperymencie doszłam do wniosku, że jak truskawki są słodkie, to deser też jest słodki 🙂 No i mamy sukces, z czego bardzo się cieszę, bo chciałabym wyeliminować cukier maksymalnie jak to możliwe.
3: 12:30 ŚNIADANIE -> omlet z tym co znalazłam w lodowce 😉 + papryka i rzodkiewka na przekąskę. Na deser dziś jeden kawałeczek chałki (tzw. „własnej” roboty z masełkiem, musiałam skosztować, bo lubię od czasu do czasu 🤷 i ciocia akurat przywiozła której długo nie widziałam) + kawa z mlekiem.

4: 18:00 OBIADOKOLACJA -> zapiekanka z ryżem (przepis wkrótce)

DZIEŃ 3# LEKKI
Waga: 55,65 kg -> bez zmian
Obwód w pasie: 84 cm -> bez zmian
1: Na pobudkę dziś bardziej energetyczne ćwiczenia głównie ramion, ok. 10 min na stojąco i przy okazji dowiedziałam się, że pobudzają dodatkowo mitochondria pomagające zmniejszyć ilość komórek tłuszczowych.
2: 11:30 PRZEDŚNIADANIE, dziś borówki i maliny zmiksowane z maślanką.

3: 12:30 ŚNIADANIE -> dwa naleśniki zawijanie ze śmietaną i jabłkiem. Cienkie ciasto i jabłka podsmażone i posypane z cynamonem (niestety zapomniałam zrobić zdjęcie zanim spożytkowałam).
4: 17:00 OBIAD -> leczo. Dziś jestem przeszczęśliwa, bo w końcu poczułam głód, którego nie czułam już od kilku dni. A to oznacza, że w końcu pojawił się w końcu delikatny deficyt kaloryczny.
Ps. Na dziś miałam inne plany, ale jak to mówią „plan jest niczym, a planowanie jest wszystkim” i dodatkowo nie lubię marnować pożywienia. Sytuacja wynikła taka, że wczoraj byłam wieczorkiem u mamy. Bardzo mnie namawiała, żebym zjadła porcję leczo, która im została z obiadu. Nie uległam pokusie i udało mi się wytrwać w poście przerywanym 💪. Jednoczenie nie chciałam jej zrobić przykrości, więc poprosiłam, żeby mi zapakowała tą porcję na wynos. Stąd dziś miałam obiad, którego nie planowałam, ale za to taki, który też uwielbiam 🙂

5: 18:00 Przekąska w postaci kilku świeżych malin i garści prażonego słonecznika, takiego czarnego do łupania.
DZIEŃ 4# LEKKI
1: Zamiast porannych ćwiczeń dzień zaczęłam od sprintu do sklepu po papier toaletowy, żeby zdążyć jeszcze wrócić przed obowiązkami, które rozpoczynam o 8:00 rano przy komputerze.
2: 11:00 Na rozruch dziś był kupny deserek z mleka, płatków migdałowych, kremem kokosowym i żywymi kulturami bakterii jogurtowych. Niestety też miał w składzie cukier :(, ale jak to mówią „raz nie zawsze, a dwa razy nie często” ;). Węglowodanów 13,8g, więc chyba ok.
3: 12:00 ŚNIADANIE -> pół bułki z mąki żytniej z masełkiem i śledzikiem wiejskim, a do tego na przekąskę plaster sera żółtego, kawałeczek swojskiego kabanosa, dwie rzodkiewki i pół pomidora. A na deser arbuz.

4: 17:00 OBIAD -> Młode Ziemniaczki od „rolnika” ugotowane z solą, pieprzem, kurkumą i gałązką koperku, po odcedzeniu wymieszane z masełkiem, a do tego śmietana, jajka sadzone ze szczypiorkiem i na popitkę kefir. Uwielbiam ten zestaw. Przypomina mi dzieciństwo.

5: 18:00 PODWIECZOREK -> moja ulubiona gotowana kukurydza.

DZIEŃ 5# NORMALNY
Waga: 55,25 kg -> czyli -0,40 kg 🙂
1: Łagodne ćwiczenia ok. 10 min na leżąco, głównie uda i rozciąganie, powtórka z pierwszego dnia. Dodatkowo energiczny spacerek na targ po szynkę, kiełbaskę i kaszankę „własnej roboty” bez zbędnych polepszaczy chemicznych oraz świeże owoce i warzywa od rolników, z własnych upraw ekologicznych.
2. 10:30 – PRZEDŚNIADANKO -> po miseczce świeżych borówek i czereśni.

3. 12:00 ŚNIADANIE -> Kaszanka z odrobiną kiełbaski podsmażana z cebulką i jajkiem. Do tego świeży ogórek i rzodkiewka.

4: 18:00 -> Gotowana fasolka szparagowa z bułką tartą, masełkiem i przyprawami. Czułam, że nie jestem strasznie głodna, więc stwierdziłam, że sama fasolka mi wystarczy. Pewnie dlatego, że śniadanie miało dużo białka i było sycące, no i w między czasie zjadłam jeszcze kilka czereśni 😉 Co do bułki tartej to zawsze trę ją sama, tzn. mielę w maszynce wyschnięte bułki, które czasem u nas w domu zostaną. Kupuję bułki (najczęściej grahamki lub z mąki żytniej), bo moje dzieci uwielbiają ten rodzaj pieczywa. Marzy mi się, żeby w przyszłości zacząć piec samemu, ale na razie możliwości czasowych brak. Z drugiej strony nie wiem, czy będę miała jeszcze taką potrzebę jak się kiedyś wyprowadzą, bo ja się od pieczywa już dość mocno odzwyczaiłam. Miałam dziś też taką myśl, żeby może zrobić fasolkę bez bułki tartej i nawet przejrzałam w tym kierunku przepisy, ale stwierdziłam, że to chyba jeszcze nie ten czas i odpuściłam sobie ten pomysł.

DZIEŃ 6# LEKKI
1: Łagodne ćwiczenia ok. 10 min na leżąco, głównie uda i rozciąganie
2: 10:30 – PRZEDŚNIADANKO -> Lód śmietankowy w czekoladzie (nie mogłam się oprzeć, bo dziś gorąco) i garść borówek.
3: 12:30 – ŚNIADANIE -> sałatka z awokado z mozzarellą i jako na miękko (prawie, bo troszkę przeciągnęłam)

4: 14:00 – DESEREK -> Truskawki z jogurtem i śmietaną (pół na pół) bez dodatku cukru (trochę to trwało, ale w końcu przemogłam i przekonałam się, spróbowałam i stwierdziłam, że są super i na prawdę nie trzeba ich słodzić tak jak mi to wmawiano całe dotychczasowe życie)

5: 17:30 OBIAD -> Spaghetti Bolognese (moje dzieci uwielbiają i ja też, więc od czasu do czasu musi być)

DZIEŃ 7# NORMALNY
1: Dziś na pobudkę podwójne ćwiczenia. Najpierw łagodne ok. 10 min na leżąco, uda i rozciąganie. Następnie energetyczne na górną część tułowia.
2: 10:30 – PRZEDŚNIADANKO -> Kefirek z owockami: truskawki, borówki i maliny.

3. 11:30 – ŚNIADANIE -> jajecznica ze szpinakiem i pomidorami. Jak ktoś się boi szpinaku, to polecam mój przepis, bo w ogóle nie czuć, że tam jest szpinak.

5: 18:00 OBIAD -> Morszczuk smażony + sałatka z sałaty, rzodkiewki i szczypiorku

Ciąg dalszy Tutaj…
